REKLAMA
Aktualności
2017-12-16
Trwają odbiory zakończonych inwestycji ...
2017-12-16
Aby nadchodzące święta były bezpieczne ...
2017-12-16
Nagrody audycji "Muzyczne Klimaty" ...
2017-12-16
Pamiętają co roku o swoich zmarłych ...
2017-12-16
II liga - Womix NTS Trójka Nakło ...
Nakło
Informator miejski
Sport
Miasto muzyki
Kontakt
Polecamy
Muzeum Powstanie

Muzeum



Maciej Boinski - Wisła 2017

Maciej Boinski rozpoczyna w dniu dzisiejszym kolejną wyprawę wzdłuż polskich rzek. Trzy lata temu przeszedł od źródła do ujścia Noteci. W roku 2015 przeszedł 808 km. wzdłuż Warty. Po drodze odwiedził m.in. Częstochowę, Sieradz, Uniejów, Koło, Śrem, Puszczykowo, Poznań, Oborniki, Wronki, Międzychód, Santok (do Warty wpływa Noteć), Gorzów Wielkopolski. Rok temu przeszedł od źródła do ujścia Brdy. Przed panem Maciejem kolejna wyprawa. Dzisiaj około godz. 9:00 rano zacznie podejście na Baranią Górę, gdzie źródło ma rzeka Wisła (woj. śląskie). Do przejścia ma 1047km. Cała wędrówka potrwa około dwóch miesięcy. Będzie pokonywać około 18 km dziennie. Tak, jak podczas poprzednich wypraw, wszystkie noce zamierza spędzić w namiocie. W przygotowaniu logistycznym pomagała Maciejowi Boinskiemu fundacja Rok Rzeki Wisły, która przedsięwzięcie wpisała na listę inicjatyw pt: Walk Rzeki Wisły.
Wczoraj odwiedziliśmy nakielskiego podróżnika w jego domu i życzyliśmy wytrwałości i powodzenia. Wieczorem 1 stycznia br. o godz. 23:15 wsiadł do autobusu i pojechał do Warszawy. W Warszawie na Macieja Boinskiego czekał kolega, który zawiózł go do źródła Wisły.

Trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy.

Tadeusz Sobol
zdjęcia: Zbigniew Kubisz
Dzień pierwszy - 02. stycznia 2017r.
Swoją wyprawę WISŁA 2017 zacząłem tak naprawdę 1 stycznia. O 23.15 wyjechałem z Nakła autobusem w kierunku Warszawy. Na dworzec Warszawa Zachodnia dojechałem o 5:00 rano, skąd odebrali mnie przyjaciele - Beata i Tomek. To dzięki nim dotarłem bez problemu do miejscowości Wisła. O godzinie 9:00 rozpocząłem wędrówkę na szczyt Baraniej Góry, gdzie znajdują się źródła rzeki Wisły. Królowa polskich rzek wypływa z dwóch różnych źródeł. Na górę postanowiłem wejść Czarną Wisełką, a zejść Białą Wisełką. Pogoda do wędrówki w pierwszej części dnia była wyśmienita. Świeciło słońce, a pokrywa śnieżna nie przekraczała 20 cm. Na sam szczyt szło się bardzo dobrze. Im wyżej się wspinałem, tym wiał silniejszy wiatr. Większość drzewostanu, który spotykałem po drodze , została wycięta w ostatnich latach, ale wydaje mi się. że wycinka trwa nadal. Na szlaku, co jakiś czas, znajdowałem świeżo wyrzucone chusteczki higieniczne. Przede mną szedł ktoś, kto miał katar i każdą zużytą rzucał pod nogi. Ludzie zaśmiecają szlaki, a to naprawdę piękne tereny. Schodząc wzdłuż Białej Wisełki, szlak był często oblodzony. Zaliczyłem jeden upadek i zbiłem sobie prawy łokieć. Zaczął również padać śnieg. Dzisiejsza wędrówka dała mi się we znaki. Kiedy zszedłem do miejscowości Wisła, czułem się zmęczony i rozbiłem namiot w najniższej okolicy. Teraz owinięty śpiworem, słyszę jak płatki śniegu opadają na namiot. Przeszedłem około 15 km. Pozostało: SZKODA GADAĆ ;-)
Dzień drugi - 03. stycznia 2017r.
Nocą spadło około 5 cm śniegu, a temperatura sięgała -3 stopnie C. Spało mi się wyjątkowo dobrze, choć kilkukrotnie przerywało mi sen głośne pohukiwanie sowy. W trasę wyruszyłem o 7.30. Zawsze po opadach śniegu trzeba poświęcić więcej czasu na składanie namiotu, by zminimalizować jego zmoczenie. Droga nie była zbyt wymagająca, gdyż wzdłuż rzeki biegnie ścieżka rowerowa. Minąłem miejscowość Ustroń i Skoczów. 
Na załączonym zdjęciu utrwaliłem m.in. prawy dopływ Wisły - Brennice oraz bardzo często spotykane na tym odcinku Wisły stopnie wodne. Beskid Śląski mam już za plecami. Dziś pierwszy raz dokupiłem prowiant, żeby nie martwić się o jedzenie przez najbliższe dni.
Odczuwam ból obręczy barkowej, który jest efektem niesienia ciężkiego plecaka. Podczas ubiegłorocznej wyprawy wzdłuż Brdy, również miałem z tym problem przez pierwsze dni wędrówki. Cały dzień padał śnieg, a momentami opady były bardzo intensywne. Namiot rozbiłem w odległości metra od rzeki. Przeszedłem 20 km, razem 35 km.  Pozostało: za dużo, by pisać...
Dzień trzeci - 04. stycznia 2017r.
Noc była wietrzna i momentami bardzo mocno bujało namiotem. Wczoraj wieczorem rozmawiałem telefonicznie z panem Janem, rodowitym nakielaninem, który jest aktualnie mieszkańcem Skoczowa. Po krótkiej rozmowie postanowił, że mnie odnajdzie. Sprawa nie była prosta, ale jednak się udało. Po półgodzinnym spotkaniu znów zostałem sam. Serdecznie pozdrawiam pana Jana. Kiedy tylko spakowałem się do wymarszu, zaczął padać śnieg. Później wiatr przybrał na sile i zrobiła się prawdziwa zawierucha. Przewidując taki obrót sprawy, rano założyłem kalosze piankowe, które w takich warunkach pogodowych sprawdzają się w 100 %.
Sama wędrówka od początku dnia odbywała się ścieżką rowerową, biegnącą wzdłuż Wisły. Później wróciła normalność znad naszych rzek, czyli liczne krzaki, gałęzie i trzcina. Minąłem miejscowość Strumień. Tuż za nią, Wisła płynąca do tej pory wartkim nurtem zwalnia, gdyż wpływa do zbiornika goczałkowickiego. Kilometr dalej zakończyłem swój marsz. W drugiej połowie dnia śnieg już nie padał, a wiatr nieco ucichł. Przeszedłem 18 km. Pozostało trochę mniej niż tysiąc.
Dzień czwarty - 05. stycznia 2017r.
W nocy padał deszcz. Na szczęście około 6:00 rano pogoda uległa poprawie. Do połowy dnia temperatura była na plusie, jednak po południu wyraźnie odczuwałem mróz. Dzisiejszy dzień to istne szaleństwo. Obszedłem zbiornik goczałkowicki, przez który przepływa Wisła, a przy tym jedną rzeczkę, strugę, wpływającą do tego akwenu i myślałem, że to już koniec pecha, ale się myliłem. Na wysokości miejscowości Czechowice-Dziedzice musiałem obchodzić kolejne dopływy Wisły. Podczas wędrówki zrobiłem zakupy, pamiętając o jutrzejszym dniu świątecznym. Pod koniec dnia, drogę zagrodziła mi kopalnia węgla z wyrobiskami. Okazało się, że nie ma możliwości, by przejść wzdłuż rzeki i trzeba część terenu obejść.
Kończąc dzisiejszy spacer, czuję się potwornie zmęczony. Od kilometrażu rzeki mogę odpisać jedynie 19 km, choć w rzeczywistości zrobiłem ich blisko 30. Obozowisko rozbiłem za miejscowością Czechowice-Dziedzice. Przeszedłem 19 km, razem 72 km, a pozostało 975 km.
Dzień piąty - 06. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do - 11 stopni C. Obozowisko rozbiłem dość niechlujnie, gdyż namiot rozkładałem po ciemku. Przez to też odczuwałem w nocy dyskomfort podczas snu. Swój marsz rozpocząłem o 8:00 rano. W ciągu dnia wiał dość silny wiatr, potęgujący odczucie mrozu. Większość trasy odbywała się wałami przeciwpowodziowymi. Leżący na nich śnieg, spowalniał marsz. Dzisiejszego dnia po raz pierwszy ubrałem kalesony i rękawice. Mróz w ciągu dnia był spory, ale niestety nie znam jego stopnia nasilenia, ponieważ nie sprawdzałem tego na termometrze. Jednak napój, który był przeznaczony do picia podczas wędrówki zrobił się po prostu gęsty i z ledwością wypływał z butelki. Jestem przed miejscowością Oświęcim. Jeśli wszystko odbędzie się bez niespodzianek, prawdopodobnie jutro stawię się w umówionym punkcie, gdzie będę mógł doładować baterie do telefonów i aparatu. Przeszedłem 22 km, razem 94 km, pozostało 953 km. 
Dzień szósty - 07. stycznia 2017r.
Wczorajszej nocy natura postanowiła sprawdzić moją wytrzymałość na mróz. Kiedy rozłożyłem namiot, napisałem relację i zjadłem coś ciepłego, sprawdziłem ile jest stopni mrozu. Okazało się, że temperatura spadła do - 25 stopni C. Znałem też prognozy pogody, z których wynikało, iż mróz w nocy może być jeszcze większy. W najbliższej okolicy znalazłem kilka suchych drzew i rozpaliłem ognisko. Zrobiło się naprawdę przyjemnie. Zdrzemnąłem się. Obudziłem się koło północy, kiedy ognisko dogasało. Wstałem i poszedłem donieść drewna. O godz. 1.00 w nocy było - 27 stopni C. Kolejny raz przebudziłem się o godz. 5.00 rano i zacząłem pakować się do wymarszu. Niestety w nocy zamarzła mi kuchenka gazowa i nie mogłem zrobić sobie czegoś ciepłego do picia.
O godz. 6.00 było - 24 stopni C. Wędrówka nie sprawiała większych problemów. Wiatr ustał i nie potęgował odczucia zimna. Na Wiśle pojawił się śryż. Musiałem też obejść Sołę, prawy dopływ Wisły. Wisła przez trzy dni wędrówki meandrowała, a po wpłynięciu Przemszy to już ogromna rzeka. O godz. 15.00 dotarłem do wyznaczonego na dziś celu, czyli śluzy w Dworach Drugich. Przeszedłem 23 km, razem 117 km, pozostało 930 km.
Dzień siódmy - 08. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do - 24 stopni C, a o godz. 7.30, kiedy zaczynałem wędrówkę termometr wskazywał -22 stopnie C. Śpiąc na terenie śluzy miałem możliwość podładowania baterii do telefonów i aparatów. Obsługa tego obiektu przyniosła mi gruby styropian, abym mógł podłożyć go pod namiot. Pomimo mrozu, czułem się jak w pięciogwiazdkowym hotelu. Dzień do wędrówki był idealny, słoneczny i bezwietrzny. Wisła momentami jest już cała pokryta lodem. Dopływy, które wcześniej musiałem obchodzić, teraz pokonuję przechodząc po lodzie. Chciałbym nadmienić, że w przygotowaniu logistycznym wyprawy pomaga mi Fundacja Rok Rzeki Wisły i to właśnie dzięki pomocy z jej strony, mogłem doładować baterie na śluzie.
Serdecznie pozdrawiam chłopaków z tego obiektu z Panem Jakubem na czele. Kolejny dzień zaliczam do udanych. Jutro dojdę do miejscowości Tyniec. Co istotne, to już tak nie odczuwam na plecach ciężaru plecaka, przez co idzie się lepiej. Wczoraj zamarzł mi również aparat, ale dziś działa bez zarzutu. Przeszedłem dziś 23 km, razem 140 km, pozostało 907 km.
Dzień ósmy - 09. stycznia 2017r.
Nocowałem w okolicach miejscowości Kamień. W nocy temperatura spadła do -16 stopni C. Dzisiaj swoją wędrówkę zacząłem przed ósmą, gdyż zaspałem. Z rana zrobiłem zakupy w pobliskim sklepie i ruszyłem w bardzo długi marsz. Aby dojść do Tyńca, musiałem przejść 29 km. Pokonałem tą odległość. Jestem jednak tak zmęczony, że zastanawiam się, czy było warto. Jutro zamierzam przejść cały Kraków. Ciekawi mnie, jak była stolica Polski dba o rzekę. Czy będzie tyle samo śmieci co w innych dużych miastach, które mijałem podczas moich poprzednich wypraw?
Więcej szczegółów podam jutro. Przeszedłem 29 km, razem 169 km, pozostało 878 km.
Dzień dziewiąty - 10. stycznia 2017r.
 Po wczorajszym wyczerpującym dniu, baterie do telefonów mogłem doładować na terenie OSP Tyniec, tam też dowiedziałem się że wczoraj w Tyńcu doszło do tragedii. Starszy pan wyszedł z psem nad Wisłę, podczas spaceru pies wszedł na lód, który się pod nim zapadł. Właściciel ruszył mu na ratunek i niestety sam wpadł do wody. Kiedy straż pożarna wyciągnęła go z wody, zmarł. Niech to będzie przestrogą, że lód na rzece w jednym miejscu ma 20 cm grubości, a w następnym 5 cm. (bardzo proszę, by nie komentować zachowania tego pana, bo może to urazić jego rodzinę). Dziękuję strażakom z OSP Tyniec za miłe przyjęcie. Temperatura w nocy nie spadła poniżej -10 stopni. W stronę Krakowa ruszyłem dopiero o koło godz. 10:00. Droga nie była zbyt wymagająca, ponieważ niemal przy samym brzegu rzeki biegła ścieżka rowerowa. Co ciekawe Kraków, dba o porządek nad wodą. Nie znalazłem po drodze żadnych tapczanów czy lodówek. Nawet mniejszych śmieci nie było widać (może dlatego. że przykrył je śnieg). Okazuje się, że Kraków jest czysty nie tylko tam, gdzie chodzą turyści, ale na całej długości rzeki. Pierwsze duże miasto zostawiam za sobą i idę dalej. Następna większa miejscowość na trasie mojej wędrówki to Tarnobrzeg. Po drodze podładuję jeszcze baterie w Szczucinie. Przeszedłem 19 km, razem 188 km, pozostało 859 km.
Dzień dziesiąty - 11. stycznia 2017r.
Dzisiejszy ranek był znowu mroźny, bo termometr wskazywał -18 stopni C. Dodatkowa sucha trawa podłożona pod namiot sprawdziła się, gdyż spałem dość komfortowych warunkach. Wędrówkę zacząłem około 8.00 rano. Trasa okazała się niezbyt wymagająca. Po obu stronach Wisły są wały przeciwpowodziowe. Momentami cała rzeka jest pokryta lodem, a momentami tylko małymi kawałkami. Kolejne małe dopływy byłem w stanie pokonać, przechodząc po lodzie. Wiatr przez cały dzień przybierał na sile i tak spory mróz. Minąłem miejscowość Niepołomice (Niepołomice leżą na wschód od Krakowa. Miasto leży na na pograniczu Niziny Nadwiślańskiej, Pogórza Wielickiego i Pogórza Bocheńskiego. Początki Niepołomic sięgają czasów organizowania się Państwa Polskiego. Za pierwszych Piastów, gdy Kraków został siedzibą panujących książąt, sąsiadująca z nim Puszcza Niepołomicka, stała się ulubionym miejscem polowań. W XIV wieku ostatni z Piastów, król Kazimierz Wielki wybudował w Niepołomicach zamek myśliwski nad Wisłą i wystawił gotycki kościół. Główną atrakcją turystyczną Niepołomic jest XIV w. zamek królewski. Przypuszcza się że zamek stał już w 1349, ponieważ Kazimierz Wielki wydał wówczas datowany z Niepołomic i podpisany przez kilku świadków dokument państwowy. Pierwotna rezydencja królewska różniła się dość znacznie od tej, którą możemy oglądać obecnie - redakcja) i około godz. 16.00 robiłem namiot. Mam problem z bateriami, bo przy tak niskich temperaturach szybko się wyczerpują i nie wiem, czy będę w stanie dojść do Szczucina, pisząc codzienną relację. Przeszedłem 23 km, razem 211 km, pozostało 836 km.
Dzień jedenasty - 12. stycznia 2017r.
Wczorajszy wieczór był znów mroźny. O godzinie 19.00 termometr wskazywał -18 stopni C. Jednak im bliżej północy, tym mróz mniejszy. O godz. 22.00 słupek rtęci sięgał -12 stopni C stopni. Rano, kiedy się obudziłem mróz znów zelżał. Było tylko -10 stopni C. Wczoraj odwiedził mnie niespodziewany gość - Bartek z okolicy Niepołomic, który jest wędkarzem. Postanowił mnie odnaleźć i przynieść mi gorącą herbatę. Posiedzieliśmy przy ognisku i poopowiadaliśmy sobie o swoich pasjach. Bartek mógł na własne oczy zobaczyć w jakich warunkach spędzam wieczory. Dziękuję mu bardzo za okazaną pomoc. Rano obudził mnie silny wiatr i śnieżyca. Przestało mrozić. ale zaczęło wiać. Właściwie przez całą drogę wiatr dawał się we znaki, a momentami padał też śnieg. Musiałem obchodzić rzekę Rabę. Przy tej okazji zrobiłem zakupy w pobliskim sklepie i kawałek dalej rozbiłem namiot. Zbliżam się do miejscowości Szczucin. Powinienem tam dojść w niedzielę. Przeszedłem 22 km, razem 233 km, pozostało 814 km.
Dzień dwunasty - 13. stycznia 2017r.
W nocy temperatura tylko minimalnie spadła poniżej zera, a w dzień zaczęła się odwilż. Termometr wskazywał 2 stopnie na plusie, śnieg topniał, a strumyki powolutku zaczęły płynąć. Wędrówkę rozpocząłem na prawym brzegu, jednak na 145 km (kilometraż Wisły żeglownej) przeszedłem na lewy brzeg, gdyż jutro natknąłbym się tam na rzekę Dunajec, która wpływa do Wisły. Z kolei na lewym brzegu są blisko siebie dwie małe rzeczki w okolicach miejscowości Urzuty. Po cichu liczyłem na jakąś kładkę niedaleko Wisły. Niestety nic z tego. Byłem zmuszony je obejść, dochodząc aż do drogi nr 79. Przeszedłem dodatkowo sporo kilometrów, ale najważniejsze, że się udało. Jutro do południa powinienem dojść do Opatowca. Tam właśnie wpływa Dunajec, a kawałek dalej jest prom, którym zamierzam przepłynąć na prawą stronę. Według informacji z internetu, prom jest  czynny i mam nadzieję, że na miejscu nie okaże się inaczej. Namiot rozbiłem 2 metry od rzeki. Leżąc w śpiworze, słyszę szum wody. Wisła na tym odcinku ma wartki nurt. Przeszedłem 21 km, razem 254 km, pozostało 793 km.
Dzień trzynasty - 14. stycznia 2017r.
Dzisiejsza pogoda trochę mnie rozpieszczała. Noc przespana w temperaturze około 0 stopni C, w dzień wędrówka bez opadów deszczu i śniegu, nawet wiatr wiał mi w plecy. Śmiało mogę rzec, że aura mi sprzyja. Miałem jednak od rana kłopot z ciepłotą ciała. Nie mogłem dostosować tempa marszu i cały czas się pociłem. Zazwyczaj nie jest to problemem, ale dziś powodowało dyskomfort podczas wędrówki. Po godzinie 9.00 zrobiłem zakupy w Opławcu. W tej samej miejscowości wsiadłem na prom, który przewiózł mnie na prawy brzeg. Po drodze mogłem podziwiać jak wody Dunajca wpływają do Wisły. Po krótkiej przerwie, ruszyłem dalej. Cel miałem jeden - zbliżyć się maksymalnie do Szczucina, by jutro dotrzeć tam najszybciej, jak to możliwe. Będę mógł się wykąpać i podładować baterie. Dlatego też, wyjdę chociaż godzinę wcześniej. Nie wiem, czy mi się to uda, bo ostatnio rano wyjątkowo dobrze mi się śpi. Przeszedłem 23 km, razem 277 km, pozostało 770 km.
Dzień czternasty - 15. stycznia 2017r.
Dzisiejszy dzień zacząłem wyjątkowo wcześnie. Chciałem jak najszybciej dojść do Szczucina, gdzie czekała na mnie cywilizacja. Kiedy o 6.00 rano zacząłem pakować wszystko do plecaka, zaczął bardzo intensywnie padać śnieg. Pośpiesznie ruszyłem. Do pokonania miałem 19 km. Momentami robiła się taka zawierucha, że nie było nic widać. Około 10.00 opady śniegu zmalały. Na Wiśle lód utrzymał się tylko między ostrogami. Zasięg internetowy, z którym wczoraj miałem problem, dziś jest już w porządku. Wszystko działa bez zarzutu. Dość szybko doszedłem do Szczucina, do remizy strażackiej. Nie można zapomnieć o tym, że dzisiaj jest 25 finał WOŚP. Oczywiście fundacyjne czerwone serduszko znalazło się na mojej piersi. Jutro zaczynam kolejny etap - marsz na Tarnobrzeg. W planie mam dojść tam w środę i będzie to już 1/3 odcinka. Część załączonych zdjęć jest z wczorajszego dnia. Przeszedłem 19 km, razem 296, pozostało 751 km.
Dzień piętnasty - 16. stycznia 2017r.
W Szczucinie miałem możliwość wykąpania się i podładowania baterii w telefonach i aparacie. Dziękuję OSP Szczucin za miłe przyjęcie i pomoc. Wychodząc, dostałem pamiątkową odznakę. Niech będzie ona nagrodą za przejście tych kilometrów za sobą. Przed ósmą zacząłem wędrówkę. Śnieg padał bardzo intensywnie, a do tego wiał silny wiatr. W ciągu 2 godzin napadało jakieś 10 cm śniegu. Razem z tym, który leżał wcześniej to jest jakieś 20 cm. Marsz był przez to bardzo utrudniony. Musiałem w dodatku obejść kolejny prawy dopływ Wisły - Breń. Jutro czeka mnie to samo z Wisłoką. Po godz. 10.00 wyszło słońce, wiatr przestał wiać i do końca dnia była już ładna pogoda. Na Wiśle pojawił się gęsty śryż. W nocy temperatura zejdzie sporo poniżej zera. Pisząc tą relację, jest -9 stopnia C. Rozbiłem namiot jakieś 200 m od Wisły. Nie mogę tego zrobić bliżej rzeki przez liczne krzaki. Przeszedłem 22 km, razem 318 km, pozostało 729 km.
Dzień szesnasty - 17. stycznia 2017r.
W nocy temperatura spadła do -10 stopni C, jednak odczuwalna była dużo niższa. Wędrówkę zacząłem o godzinie 8.00 rano. Bardzo gęsta mgła utrudniała widoczność, a zalegający śnieg spowalniał marsz. Picie znowu zaczęło mi zamarzać i będę zmuszony cały prowiant chować na noc do śpiwora. O baterie się nie martwię, gdyż będę mógł je podładować w Tarnobrzegu. Dotrę tam jutro. Dzisiaj tak, jak wczoraj musiałem obejść kolejny dopływ Wisły. Tym razem padło na Wisłokę. Pisząc tą relację, siedzę przy ognisku i przygotowuję ciepły posiłek. Noc na pewno będzie jeszcze zimniejsza niż poprzednia. Jutro ważny dzień dla mojej wyprawy - pokonam już 1/3 trasy. Przeszedłem 21 km, razem 339 km, pozostało 708 km.
Dzień siedemnasty - 18. stycznia 2017r.
Za mną kolejna mroźna noc. O godz. 5.00 rano termometr wskazywał -11 stopni C. Spało mi się dobrze mimo, że wiatr potęgował odczucie zimna. Wczoraj wieczorem położyłem pod namiot sporo suchej trawy, przez co leżało się wygodniej. Sprawdziło się stare przysłowie "Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz". Nad ranem rozpaliłem ognisko, aby rozmrozić jakiekolwiek jedzenie. Parę minut po godz. 7.00 zacząłem swój siedemnasty dzień wędrówki podczas tej wyprawy. Od miejscowości Szczucin mam problem z marszem wzdłuż Wisły, ponieważ gęste zarośla skutecznie mi to utrudniają. Chodzenie wałami przeciwpowodziowymi też nie jest proste, gdyż zalega na nich dużo śniegu. Mimo wszystkich przeciwności, ja cały czas posuwam się na przód. Około godziny 14.00 dotarłem do miejscowości Tarnobrzeg (Jako miasto powstało w 1593 r. w przywileju lokacyjnym króla Zygmunta III Wazy. Pierwotnie swym obszarem zajmował teren, który współcześnie nazwany jest placem Bartosza Głowackiego z kościołem Wniebowzięcia N.M.P. (dominikanów). Tuż obok Tarnobrzega znajdował się Dzików – siedziba rodu Tarnowskich z Pałacem Dzikowskim. W odległości 2 km w kierunku południowym znajdowała się osada Miechocin z kościołem Marii Magdaleny. Wraz z rozwojem miasta przyłączano Dzików, Miechocin i inne jednostki urbanistyczne. Największy rozrost terytorialny związany jest z burzliwym rozwojem po odkryciu siarki. Mianem Tarnobrzega określa się tereny od Machowa na południu, do Wielowsi i granic z Sandomierzem na północy - redakcja). Tam, na przystani TKKF "Siarka" powitało mnie kilkunastu pasjonatów Wisły. O tym napiszę jutro. Przeszedłem 20 km, razem 359, pozostało 688 km.
Dzień osiemnasty - 19. stycznia 2017r.
Wczorajsze popołudnie upłynęło mi w towarzystwie sympatyków Wisły. Dane mi było poznać ciekawych ludzi, w tym m.in starostę powiatu tarnobrzeskiego Pawła Bartoszka i wicestarostę Krzysztofa Pitrę, który organizował cały mój czas w mieście, a także UKS Zebra Team Siedleszczany. Na przystani TKKF "Siarka", gdzie rozbiłem namiot, czekało na mnie kolejnych kilkunastu zapaleńców, widzących w nadwiślańskiej marinie potencjał. Zapraszają wszystkich wodniaków do zacumowania. Nie mogę też zapomnieć o przewodniku wysokogórskim Stanisławie Bochniewiczu, który stawił się dzisiaj na 7.00 rano, by mnie odprowadzić aż pod rogatki Sandomierza. To bardzo miłe spotkać społeczność od władz po zwykłych obywateli Tarnobrzega, zafascynowanych turystyką i rekreacją. TARNOBRZEG - DZIĘKUJĘ!!!
Noc była ciepła. Termometr wskazywał tylko -4 stopnie C. Dzisiaj pierwszy raz pokonałem jakiś odcinek trasy w towarzystwie drugiego człowieka. W połowie drogi do Sandomierza natknęliśmy się napiętrzenie tafli lodowych. Widok był niesamowity, na kilka metrów wysokości lodowe zwały. W Sandomierzu nie spotkałem serialowego Ojca Mateusza. Tam, gdzie on się pojawia, albo giną ludzie, albo przynajmniej trafiają do szpitala. Dotarł do mnie za to znajomy z Facebooka, Grzegorz Świtalski, który z kolei odprowadził mnie przez Góry Pieprzowe, znajdujące się już częściowo za Sandomierzem. Zaraz za nimi rozbiłem namiot. Przeszedłem 20 km, razem 379 km, pozostało 668 km.
Dzień dziewiętnasty - 20. stycznia 2017r.
Termometr zeszłej nocy wskazywał -9 stopni C. Nadeszło jednak lekkie ocieplenie. Pisząc tą relację, przed namiotem jest +1stopnia C. Zaczęła się odwilż. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zbyt gwałtowna. Jak już nieraz wspominałem, wolę mróz niż temperaturę na plusie. Wyruszyłem około godz. 8.00. Wisła od Sandomierza jest pokryta lodem. Na rzece utworzył się zator i tylko w kilku miejscach widać płynącą wodę. Na moim dzisiejszym odcinku mijałem rzekę San, wpływającą do Wisły. Za plecami zostawiłem miejscowość Zawichost, gdzie zrobiłem drobne zakupy i dalej podążałem lewą stroną. Niestety nie kursuje prom, bo rzeka jest zamarznięta. Cały dzień był bardzo ponury. W takich warunkach nie chce się wyciągnąć aparatu. Dzisiaj miałem to szczęście, że wpływającej do Wisły rzeczki nie musiałem obchodzić. Udało mi się przejść ją częściowo po lodzie, a częściowo po gałęzi. Nagrałem aparatem film jak to robię. Kiedy wrócę do domu, to go udostępnię. W ciągu dnia co jakiś czas padała mżawka. Jutro muszę wstać wcześniej, gdyż w Józefowie nad Wisłą będę miał krótkie spotkanie z młodzieżą, o które zostałem poproszony. Przeszedłem 21 km, razem 400 km, pozostało 647.
Dzień dwudziesty - 21. stycznia 2017r.
Zeszłej nocy zamontowałem najwyższą temperaturę w nocy podczas tej wyprawy, tj. -1 stopnia C. Od rana zaczęły się roztopy. Swój namiot złożyłem wyjątkowo szybko, bo już o godz. 6.30. Wspominałem wczoraj, że dziś na koniec dnia mam spotkanie z młodzieżą w Józefowie nad Wisłą. Na wysokości Annopola, przechodząc mostem z prawej strony na lewą, fotografowałem Wisłę i zmieniłem zdjęcia z kolorowych na czarno-białe. Jestem ciekaw Waszych opinii na ten temat. W pewnym momencie przez rzekę, całą pokrytą lodem, przebiegł lisek, zatrzymując się tylko na chwilę na małej wysepce. Chyba jednak nie znalazł nic, co by go interesowało, ponieważ chwilę później pobiegł dalej. Od rana do godz. 9.00 padała mżawka. Później opady zanikły, ale dalej było bardzo ponuro. W miejscowości Basonia zatrzymałem się u szkutnika Mateusza, który jako ostatni we wsi, słynącej z produkcji łodzi, robi te łodzie tradycyjnymi metodami. Wielki szacunek dla Ciebie Mateusz. O godzinie 14.30 dotarłem do Józefowa nad Wisłą. Przeszedłem 21 km, razem 421 km, pozostało 626 km.
Dzień dwudziesty pierwszy - 22. stycznia 2017r.
Wczoraj wieczorem miałem spotkanie z młodzieżą i mieszkańcami Józefowa nad Wisłą. Bardzo dziękuję za przybycie. Było mi niezmiernie miło. Cieszę się, że mogłem opowiedzieć o swojej pasji. Wyruszyłem w drogę około godz.  8.00 rano. Dnia nie mogę zaliczyć do udanych mimo, iż widoki były przepiękne. Najpierw szedłem wysokim stromym brzegiem, później podmokłym terenem, na którym rosły wierzby. Stare i połamane tworzą niesamowite widowisko. Później przechodziłem przez malowniczy kamieniołom. Kończąc jedną z przerw, zarzucając plecak na plecy, poślizgnąłem się i uderzyłem o konar drzewa. Odnowiła mi się grudniowa kontuzja prawego biodra. Chwilę później robiłem obozowisko. Najbardziej boli, kiedy zakładam albo zdejmuję plecak. Mam tylko nadzieję, że jutro będę mógł iść dalej, nie zwalniając tempa. Poruszam się cały czas prawą stroną rzeki. Przeszedłem tylko 15 km, razem 436, pozostało 611 km.
Dzień dwudziesty drugi - 23. stycznia 2017r.
Noc była ciepła. Termometr wskazywał -2 stopnia C. Co chwilę budziłem się z obawy o moje biodro. Rano, wychodząc z namiotu nie bolało mnie w ogóle. Dopiero zakładając plecak czułem silny ból. Najważniejsze, że podczas wędrówki nie odczuwałem dyskomfortu z powodu tego biodra. Na przerwach nie zdejmuję plecaka, tylko siadam w takim miejscu, by mi nie przeszkadzał. Pogoda w ciągu dnia była piękna, z delikatnym mrozem. Wprost idealna do wędrówki. Jutro dojdę do Kazimierza Dolnego. Nie nadwyrężałem się z obawy na pogorszenie się kontuzji. Na tym odcinku, gdzie idę, na Wiśle jest dużo malowniczych wysp. Rozbiłem obozowisko na początku ostrogi. Zbliżam się do półmetka wyprawy. Tak naprawdę idę sam, ale zawsze czuwa nade mną osoba z okolicy, żeby w razie czego mi pomóc. To wszystko dzięki Fundacji Rok Rzeki Wisły, która pomaga mi w logistyce. Serdecznie dziękuję za wszystko. Ludzie często zgłaszają się właśnie do nich z chęcią niesienia pomocy. Często odmawiam z przyczyn oczywistych, bo nie mogę do wszystkich wejść na kawę czy obiad, ale cieszę się, że jesteście. Przeszedłem 15 km, razem 451 km, pozostało 594 km.
Dzień dwudziesty trzeci - 24. stycznia 2017r.
W nocy znowu powiało chłodem. Niebo było czyste, bo z otwartego namiotu widziałem gwiazdy. Co jakiś czas słyszałem silne trzaski łamiącego się lodu. Nad ranem termometr wskazywał -10 stopni C. Mając pod dostatkiem suchego drewna, rozpaliłem ognisko. Przy wysokim stanie Wisły, rzeka pozabierała kłody i gałęzie, które pozostawały na ostrogach. Niestety również śmieci. Słońca dzisiaj nie widziałem. Po wczorajszym pięknym dniu, dzisiaj szaro i mroźno. Wędrówka nie była zbyt wymagająca. Nie zamierzałem też nadwyrężać się, myśląc cały czas o biodrze. Jestem 2 km przed Kazimierzem Dolnym. Dzisiaj podładuje baterie u słynnego Kazika i jutro ruszam dalej, cały czas prawym brzegiem. Zostawię za plecami Puławy i będę szedł w stronę Dęblina, gdzie zmienię stronę rzeki na lewą. Przeszedłem 13 km, razem 464 km, pozostało 581 km.
Dzień dwudziesty czwarty - 25. stycznia 2017r.
Wczoraj wypadała trzecia rocznica zakończenia mojej pierwszej wyprawy NOTEĆ 2014. Przedsięwzięcie trwało 23 dni i w tym czasie przeszedłem 391 km. Założenie było takie, jak i podczas tej wyprawy - odbywa się zimą i wszystkie noce śpię w namiocie. Więcej na temat NOTEĆ 2014 pod adresem: http://boinskifoto.pl/category/wyprawy/notec-2014/ Wczorajszego wieczoru miałem przyjemność obejrzeć rynek w Kazimierzu Dolnym. Uważam, że jeden z najładniejszych rynków jakie widziałem. Wyruszyłem o godz. 7.00. Szedłem wałem przeciwpowodziowym. Na miejscowej marinie wpisałem się na flagę Rok Rzeki Wisły. Pogoda taka, jak wczoraj, szaro, ponuro i widoczność bardzo słaba. Jedynie miałem nadzieję, że wyjdą ciekawe zdjęcia lodu w Puławach i nie zawiodłem się. Temperatura w ciągu dnia wynosiła +2 stopnia C. Przechodząc przez Puławy, widziałem piękną marinę z mostem zwodzonym i deptakami na około. Ludzie coraz częściej rozpoznają mnie na trasie i jest to bardzo miłe. Doszedłem w okolice miejscowości Gołąb. Przeszedłem 19 km, razem 483, pozostało 564 km.
Dzień dwudziesty piąty - 26. stycznia 2017r.
Tej nocy termometr wskazywał -11 stopni C. Jednak już wieczorem niebo było czyste, a gwiazdy na nim widoczne. Dziś, kiedy tylko wstałem, zadzwoniłem do córki, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe. Przechodząc przez Kraków, kupiłem jej drewniane koniki i z pomocą znajomego wysłałem je do domu. Ja z kolei mam ze sobą prezent od Zuzi - Edzia, który jest ze mną podczas każdej wyprawy. Nareszcie wyszło słońce, przez co wędrówka stała się przyjemniejsza. Każdego dnia widzę jak bardzo zaśmiecona jest Wisła. Czasami, aby zrobić zdjęcie, muszę je najpierw pozbierać albo zakamuflować, a czasami po prostu odpuszczam. Zostawiłem dzisiaj za sobą miejscowość Dęblin, gdzie zmieniłem stronę rzeki z prawej na lewą. Zaraz za mostem musiałem obchodzić strzelnicę wojskową. Żołnierz, który mnie o tym poinformował, słyszał o mojej wyprawie. Wisła nadal jest skuta lodem. Tylko momentami widać wodę. Istotne też, że kontuzja nie doskwiera mi już tak mocno. W Warszawie będę musiał posklejać namiot, gdyż fabrycznie podklejone miejsca zaczynają się odklejać. Nie dziwi mnie to jednak, bo ten namiot ma za sobą przynajmniej 70 nocy zimą i 20 jesienią. Sądzę, że do końca wyprawy wytrzyma. Moim następnym celem jest zamek w Czersku. Jednak to za parę dni. Przeszedłem 17 km, razem 500 km, pozostało 547 km.
Dzień dwudziesty szósty - 27. stycznia 2017r.
Za mną kolejna mroźna noc - 11 stopni C. Niestety popsuł mi się termometr i nie będę mógł podawać temperatury, dopóki nie zakupię nowego. Przez cały dzień świeciło słońce. Pogoda wprost wymarzona do fotografowania. W miejscowości Kępeczki miałem krótkie spotkanie z mediami. Wisła na tym terenie jest bardzo piękna. Można zobaczyć wiele malowniczych wysp. Dzisiaj w ostatniej chwili zauważył mnie bóbr, który uciekając, poślizgnął na lodzie i nie trafił w przerębla. Dopiero za drugim razem, kiedy się "pozbierał", wskoczył do wody. Jutro będę przechodził przez Elektrownię Kozienice. Fundacja Rok Rzeki Wisły postarała się, bym nie musiał jej obchodzić. Przeszedłem 18 km, razem 518 km, pozostało 529 km
Dzień dwudziesty siódmy - 28. stycznia 2017r.
Za mną kolejna chłodna noc. Sadzę, że musiało być jakieś -10 stopni C. Nie mogę być tego pewien, gdyż mój termometr nadepnąłem i pękł. Po raz pierwszy rozbiłem namiot na samej górze wału przeciwpowodziowego. Nie podłożyłem suchej trawy pod spód i było zbyt twardo. Wędrówkę rozpocząłem około godziny 8.00. Wisła na odcinku do Elektrowni Kozienice jest zamarznięta niemal w 100 procentach. Jak wcześniej wspominałem, dzięki Fundacji Rok Rzeki Wisły przeszedłem przez środek elektrowni i nie musiałem jej obchodzić. O godz. 11:00 stawiłem się na bramie. Po wylegitymowaniu mnie, dwóch panów zaproponowało mi oprowadzenie po zakładzie. Nie mogłem odmówić, gdyż wiem, że druga taka szansa się nie trafi. Do Sandomierza czy Kazimierza Dolnego można zawsze dojechać, ale tak olbrzymią elektrownię zwiedza się niezwykle rzadko. W pobliżu znajduje się próg zwalniający na rzece Wiśle, przed którym rzeka stoi wyżej progu. Jest on potrzebny do tego, aby zakład nie miał niedoboru wody do schładzania. Różnica w lustrze wody to około 45 cm. Poniżej Wisła nie jest oblodzona. Dziękuję panom, którzy mnie oprowadzali, za kawał lekcji historii o zakładzie. Kiedy wyszedłem na zewnątrz, wróciłem nad Wisłę. Nie zabawiłem tam długo. Lewy dopływ Wisły, Radomkę, musiałem obejść. Pierwszy most znajdował się około 3 km od Wisły, więc sporo trzeba było nadłożyć. Przeszedłem 16 km, razem 534, pozostało 513 km.
Dzień dwudziesty ósmy - 29. stycznia 2017r.
Dzisiaj obudziłem się o godz. 3:00 w nocy. Wiał silny wiatr. Dzięki temu rano miałem suchy namiot. W nocy był przymrozek, ale nie więcej jak -2 stopnie C. Nie spałem, do godz. 5:00, rano uzupełniałem notatki z wyprawy. Gotowy do wymarszu byłem o godz. 8.30. Wiatr nie odpuszczał. Dopiero pod koniec dnia stracił na sile. Myślałem, że wczorajsza zmiana wyglądu Wisły, czyli brak lodu, to wszystko. Dopiero dzisiaj zobaczyłem, jak się myliłem, jak rzeka potrafi być różna. Przy brzegu rozciągał się piaszczysty półwysep zwany łachą. Wczoraj widziałem lód i śnieg, dzisiaj na pierwszy rzut oka plażę. Idąc brzegiem, jedna chwila nieuwagi sprawiła, że zostałem odcięty przez dopływającą rzeczkę. Kilometr wędrówki powrotnej nauczy mnie rozwagi. Później odebrałem termometr, który załatwiła jedna z internautek, kiedy dowiedziała się, że zbił mi się poprzedni. Pani Jolanto, dziękuję. Rozbiłem namiot przy stromym brzegu. Jutro będę obchodził rzekę Pilicę, lewy dopływ Wisły. Na szczęście most jest niedaleko. Przeszedłem 17km, razem 551, pozostało 496 km. Pozdrawiam mieszkańców Nakła nad Notecią i powiatu nakielskiego.
Dzień dwudziesty dziewiąty - 30. stycznia 2017r.
W niedalekiej odległości od namiotu przez całą noc buszowały bobry. Kilka razy słyszałem jak gryzły gałęzie, a raz musiały ciągnąć je blisko namiotu, bo wyraźnie czułem, jak namiot się porusza. W nocy temperatura sięgała -5 stopni C. Zachmurzone rankiem niebo, z biegiem czasu wypogodziło się. Dzisiaj musiałem obejść rzekę Pilicę. Zrobiłem zakupy w sklepie, znajdującym się pół kilometra wcześniej. Wał, którym szedłem, w pewnym momencie się skończył wysoką skarpą. Na niej były sady, a pomiędzy nimi biegła droga. Na jej końcu trafiłem na sterty śmieci, nie tylko typowe butelki plastikowe czy szkło, ale również dużo skrzynek po jabłkach. Dziwię się, że sadownikom nie jest wstyd w ten sposób porzucać śmieci. Rozbiłem obozowisko jakieś 8 km od Czerska, do którego zmierzam. To mój kolejny postój na doładowanie baterii. Następny będzie już w Warszawie. Przeszedłem 16 km, razem 567 km, pozostało 480 km.
Dzień trzydziesty - 31. stycznia 2017r.
Za mną noc z temperaturą sięgającą -5 stopni C. Dzisiaj moja wędrówka była krótka. Miałem do przebycia tylko 8 kilometrów. Takie dni też są potrzebne, żeby się zregenerować. Do Warszawy postanowiłem zwolnić tempo marszu, by mieć później siłę na drugą część trasy. Przede mną jeszcze szmat drogi. Do zamku w Czersku, gdzie dzisiaj nocuję, doszedłem już koło południa. Powitał mnie między innymi starosta, który opowiedział mi historię Góry Kalwarii i Czerska, a dyrektor zamku, opowiedział historię tego obiektu. Mam nadzieję, że nie straszy na nim jakaś "biała dama", bo zostałem sam na noc. Namiot rozbiłem na baszcie zamkowej, także mam widok na rzekę.(Dzięki badaniom archeologicznym dało się ustalić, że najstarsze ślady człowieka na terenie Czerska pochodzą sprzed 2 tys. Lat. W tamtym czasie znajdował się na tych terenach cmentarz popielicowy. Najstarsza, choć krótkotrwała osada istniała między VI a VIII w. Ślady następnej osady pochodzą z IX- X w. budowano wówczas domy słupowe. Stałe osadnictwo rozpoczęło się w XI w. Na całym obszarze zajmowanym obecnie przez zamek zbudowano obronny gród, funkcjonujący przez jedno stulecie. Wał przebiegał mniej więcej w miejscu zamkowych murów. Domy skupione przy wałach o długości 4-5 m., budowane w konstrukcji zrębowej. Znaleziono wiele szczątków garnków. Robiono je z wałeczków, po czym obtaczano na kole garncarskim. Nie ma dowodu, że wytwarzano je na terenie grodu. Odkryto kilka form odlewniczych: do wyrobu sprzączek do pasa, różnokształtnych guzków i plakietek. Istnieje prawdopodobieństwo, że niektóre z palenisk z kawałkami żużlu służyły kowalom. Nie ulega wątpliwości, że wytwarzano wyroby z wapienia, przede wszystkim ciężarki ( do sieci) oraz przęśliki. Świadczy to o tym, że kobiety zajmowały się przędzeniem. Wytwarzano produkty z rogu, szyto buty i inne wyroby skórzane. Niewątpliwie zajmowano się rybołówstwem. Znaleziono haczyki metalowe, także łuski i kości szczupaka, sandacza, brzany i jesiotra. Polowano na jelenie, sarny, dziki, łosie, znalazły się nieliczne kości turów, żubrów, niedźwiedzi, bobrów i wilków, ciekawostką są kości łabędzie. Podstawę wyżywienia stanowiło mięso zwierząt hodowlanych: bydła, świń, owiec i kóz. Znaleziono szczątki ptactwa domowego: kur, gęsi i kaczek. Były też ziarna żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa i prosa oraz nasiona grochu, soczewicy, szczawiu i komosy białej jak również pestka śliwki. Można się więc domyślać, że mieszkańcy grodu zajmowali się rolnictwem i ogrodnictwem. Z militariów odkryto ostrogi, groty strzał a z późniejszego okresu groty bełtów do kuszy. Unikatowe jest rogowe zakończenie do miecza, bogato zdobione. Do tego dochodzą wędzidła i podkowy. Konie rozmiarami przypominały tarpany. Znaleziono wapienne kostki do gry i krążki, przypuszczać więc można, że grano w grę zbliżoną do warcabów. Z warstwy XIV wiecznej pochodzi pionek szachowy. Znaleziono również kościane łyżwy, które były używane również jako płozy do saneczek. Najwięcej w grobach znaleziono stalowych noży o różnej wielkości ale o zbliżonym kształcie. Znalazły się też osełki, krzesiwa, kłódki i klucze, grzebienie rogowe, pierścionki z zielonego, czarnego lub żółtego szkła, również paciorki, które tworzyły naszyjniki czasem po kilkaset sztuk. Koraliki miały różny kształt, kolor i pochodzenie. Mniejsze były prawdopodobnie miejscowego wyrobu natomiast te większe, wielobarwne i o wymyślnych kształtach pochodziły z Rusi bądż z Bizancjum i krajów arabskich. Noszono kabłączki skroniowe z brązowego bądź srebrnego drutu o średnicy do 12 mm .Zachowały się ślady skórzanych płóciennych czółek. Były również pierścionki brązowe, niekiedy ze szklanym oczkiem, brązowa bransoleta ze spiralnie zwijanego drutu, ruska brązowa zawieszka i dzwoneczek. Jako ciekawostkę można dodać, że w warstwie z XIV w. znaleziono fragment malowanego naczyńka szklanego, pochodzącego z Syrii bądź z Mezopotamii. Z północy pochodzą kawałki bursztynu, brązowy dzwoneczek jest łączony z ludami bałtyckimi, ale pochodzić może również z obszarów Rusi. Z południa pochodzi srebrny denar Władysława Hermana, również surowiec ołowiu i może innych metali kolorowych. Cmentarz funkcjonował jeszcze przez cały XIII wiek, co prowadzi do stwierdzenia, że za czasów Konrada Mazowieckiego i najbliższych spadkobierców gród znajdował się poza obszarem obecnego wzgórza zamkowego. Najprawdopodobniej był tam, gdzie teraz jest kościół. W XIV wieku na teren wykorzystywany w charakterze cmentarza powraca gród. Buduje się nowe wały drewniano- ziemne, pojawia się nowa zabudowa. W ciągu XIV w. wyrasta nowy ośrodek Warszawa i przejmuje funkcje Czerska.- źródło Zamek w Czersku). Jeszcze raz zapraszam do Portu Czerniakowskiego w Warszawie, gdzie w najbliższą sobotę opowiem o swoich wcześniejszych wyprawach, a w szczególności o obecnej. Początek spotkania godz. 10.00. Przeszedłem 8 km, razem 575 km, pozostało 472 km.
Dzień trzydziesty pierwszy - 01. luty 2017r.
Jak już wspomniałem, wczoraj spałem na baszcie zamku w Czersku, gdzie rozbiłem namiot, którym niestety strasznie bujało. Poza tym nie było żadnych niespodzianek. Po -2 stopnia C mrozu w nocy, nastał ponury dzień. Wyruszyłem w dalszą drogę w stronę Warszawy. Idę cały czas lewą stroną rzeki. Coraz częściej spotykam wędkarzy, którzy korzystają z lodu pozostałego w zatoczkach albo między ostrogami. Dopiero około godz. 13.00 zaczęło przebijać słońce. Teraz, kiedy siedzę w namiocie jest bezchmurne niebo. Dziękuję Mariuszowi Cholewskiemu za organizację mojego pobytu w Czersku i Górze Kalwarii. Wczoraj na moim profilu toczyła się dyskusja na temat tego, czy przystanie przy rzekach są potrzebne, czy nie? Ciekaw jestem Waszych opinii. Moje zdanie jest niezmienne. Są potrzebne, żeby zachęcić mieszkańców, a przede wszystkim młodzież do sportów wodnych. Podobnie, jak orliki są potrzebne, aby wyłapać młode talenty piłkarskie. Rozbiłem obozowisko na łasze. Przeszedłem 16 km, razem 591 km, pozostało 456 km.
Dzień trzydziesty drugi - 02. luty 2017r.
Noc była ciepła -1 stopnia C. Zgodnie z prognozą pogody, o godz. 5:00 rano zaczął padać śnieg. O godz. 7:00 składałem obozowisko. Namiot mam kompletnie przemoczony. Dlatego też wolę, jak utrzymują się ujemne temperatury. Z uwagi na ocieplenie, ubrałem kalosze piankowe. Całe szczęście, bo padało do 12:00 i zrobiła się jedna wielka chlapa. Dzień był ponury tak, jak wczorajszy poranek. Postanowiłem maksymalnie zbliżyć się do jutrzejszego celu, czyli Portu Czerniakowskiego. Zależy mi na wcześniejszym przybyciu, żeby reszta dnia pozostała na dokupienie najpotrzebniejszych rzeczy i uzupełnienie ekwipunku. Przeszedłem 15 km, razem 607 km, pozostało 440 km.
Często zadajecie mi pytania, co jem. Nie jestem w stanie opisywać tego w relacjach codziennych, bo nie o to w nich chodzi. Moje przykładowe menu przedstawia się następująco.
Na śniadanie zjadam 2 bułki z serkiem topionym i jedną kiełbasę, popijam gorącą herbatą. Na deser jest np. drożdżówka. Przed wyjściem jem batona i wypijam 0,5 litra soku. Podczas pierwszej przerwy w marszu pochłaniam 2 bułki, kabanosy, połowę czekolady i piję wodę niegazowaną. Druga przerwa w marszu to 2 banany, połowa czekolady, 0,5 litra soku multiwitamina. Obiadokolację przygotowuję po rozłożeniu obozowiska. Wczoraj jadłem bigos z dwiema bułkami, bo dostałem go od znajomego, ale zazwyczaj to jest coś innego np. zupka chińska z trzema parówkami albo słoik pulpetów. Do popicia robię herbatę. Późnym wieczorem zdarza mi się coś zjeść słodkiego, ale raczej piję wodę lub soki. Jak był duży mróz podczas marszu nie piłem nic ciepłego tylko gęsty od zamarzania sok lub wodę. Jedzenie też często odmarzało dopiero w buzi. Nie stosuję żadnych odżywek, tabletek ani suplementów. Staram się jeść dużo owoców, choć mam problem z ich przechowywaniem. Mięso kupuję, jak jestem pewien, że będę mógł rozpalić ognisko.
Dzień trzydziesty trzeci - 03. luty 2017r.
Nocowałem na plaży Wilanowskiej. W nocy po raz kolejny był niewielki przymrozek -1 stopnia C. O godzinie 8.00 przy moim obozowisku pojawiło się dwóch biegaczy Alan Parsons i Michael Nowicki, którzy towarzyszyli mi aż do Warszawy. Alan jest uczestnikiem runWisła, a Michael chce ten sam dystans, czyli całą długość rzeki Wisły, przebiec w tym roku. Chłopaki szli tak szybko, że już o godz. 11.00 dotarliśmy do przystani Czerniakowskiej. Później ruszyłem dokupić najpotrzebniejsze rzeczy na dalszy etap wędrówki. Priorytetem są: powerbank i śledzie do namiotu, gdyż te ostatnie wykrzywiły się przez zmarzniętą ziemię. Do późnego wieczora będę przygotowywał materiał na jutrzejsze spotkanie, którego początek zaplanowano na godzinę 10.00. Zapraszam serdecznie. Przeszedłem 10 km, razem 617, pozostało 430 km.
Dzień trzydziesty czwarty - 04. luty 2017r.
To, co dzisiaj działo się w Warszawie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na spotkanie przybyło kilkadziesiąt osób. Opowiadałem o swoich przygodach, ekwipunku i o ludziach spotkanych na szlaku. Na spotkaniu był obecny przedstawiciel Dzielnicy WISŁA - Pan Jan Piotrowski, a także wiceprezydent Warszawy - Pan Michał Olszewski, z rąk którego otrzymałem odznakę Warszawskiej Syrenki. O godzinie 12.00, w towarzystwie kilkunastu osób, wyruszyłem z flagą Roku Rzeki Wisły. Wraz z ubywającymi kilometrami rozchodzili się, aż zostałem na szlaku sam. Jednak i tak wszystkim serdecznie dziękuję za przybycie i ciepłe słowa w moim kierunku. Dzisiaj zdjęć nie robiłem. Wszystkie, które prezentuję zrobili ludzie, wspierający mnie podczas wędrówki. Warszawo, WIELKIE DZIĘKI!. Przeszedłem 15 km, razem 632, pozostało 415 km.
Dzień trzydziesty piąty - 05. luty 2017r.
W nocy termometr wskazywał -3 stopnia C. Zapowiadają spore przymrozki. Zobaczymy do ilu stopni spadnie temperatura i czy matka natura wystawi mnie na jeszcze jedną próbę. Marsz rozpocząłem już o godz. 6.00 rano. Chciałem nadrobić wczorajsze 15 km. Na moje szczęście wiatr wiał mi w plecy. Próbowałem iść samym brzegiem, jednak na dłuższą chwilę udało mi się to tylko raz. Minąłem Rezerwat Ławice Kiełpińskie. Obejmuje on obszar piaszczystych, bardzo malowniczych łach, znajdujących się na Wiśle. W miejscowości Nowy Dwór Mazowiecki musiałem obchodzić jednostkę wojskową. Zmieniłem stronę rzeki na lewą. Odczuwam już mniejszą odporność na zimno. Może to być spowodowane spadkiem wagi, ponieważ straciłem 8 kg. Rano spodziewam się wyjątkowych gości w moim obozowisku, ale o tym jutro. Przeszedłem 26 km, razem 658, pozostało 389 km.
Dzień trzydziesty szósty - 06. luty 2017r.
Z uwagi na telefony i sms-y jakie dostaję, chciałbym wszystkich uspokoić. Nie musicie się obawiać o moją kondycję czy stan zdrowia, gdyż czuję się wyśmienicie. To, że schudłem 8 kg, to nic wielkiego. Miałem nadwagę, a teraz jej nie mam. Znam swój organizm i wiem na co mnie stać. Jeszcze nie raz udowodnię ( jak będzie potrzeba), że mam bardzo dużą wolę walki i samozaparcia. Kolejna sprawa to spotkania z Wami na trasie. Niemalże z każdej większej miejscowości dostaję prośbę o spotkanie. Nie jestem w stanie wchodzić do każdego miasta i uczestniczyć w takowym, które tak naprawdę skończyć się musi moim noclegiem w tej miejscowości. Wędrówka wówczas się wydłuży, a wierzcie mi, że każdy dzień dłużej na wyprawie, to dzień później zobaczę się z rodziną. Staram się zadowolić jak najwięcej osób, ale nie jest to łatwe. Jeśli nie zawitam do miasta osoby zainteresowanej moją wyprawą albo moją osobą, to będę w jego okolicy i może się ze mną skontaktować przez Facebooka, a wtedy podam jej swój namiar. Istnieje też możliwość zorganizowania spotkania po wyprawie, choć na pewno nie w dużej liczbie, bo ja też muszę z czegoś żyć. To wiąże się z dniem wolnym w pracy, a ja prelekcje nie pobieram opłat. Mam za sobą wspaniały początek dnia. Do mojego obozowiska przyjechały dzieci ze Szkoły Podstawowej z Jabłonnej. To szkoła, która kibicuje mi już od dawna i nie mogłem im odmówić. Opowiedziałem o swoich przygodach, pokazałem z czego korzystam podczas wyprawy. Jedna dziewczynka zapytała mnie, gdzie się myję i czy w ogóle to robię. Dzieci są bardzo bezpośrednie. Dostałem od nich ogromną czekoladę z podpisem każdego ucznia. Dziękuję serdecznie nauczycielom za zorganizowanie spotkania. Było super.  Nad ranem zanotowałem -5 stopni C. O godz. 10.15 zacząłem moją wędrówkę. Słońca już nie było przez kilka dni. Dzisiaj z tych ciemnych chmur popadywał śnieg. Wszedłem do sklepu, by zrobić zakupy, ale nie było pieczywa. Za to alkoholu było pod dostatkiem. Idę lewym brzegiem. W czwartek będę w Płocku. To już pewne. Wisła na tym odcinku jest bardzo szeroka, z dużą ilością wysp i wysepek. Teren, po którym idę jest raczej słabo zamieszkały. Nieco dalej znajduje się Kampinowski Park Narodowy. Jutro minę Czerwińsk nad Wisłą, znajdujący się po drugiej stronie rzeki. Przeszedłem 20 km, razem 678 km, pozostało 369 km.
Dzień trzydziesty siódmy - 07. luty 2017r.
Dzisiaj pogoda dała mi mocno w kość. Kiedy nad ranem termometr wskazywał tylko -5 stopnia C, myślałem, że wędrówka pójdzie dość gładko. Myliłem się jednak. Popadujący w nocy śnieg, nad ranem zaczął padać coraz mocniej. Nie ubrałem kaloszy piankowych i w pewnym momencie zorientowałem, że mam wilgotne stopy. Było wtedy po godz. 12.00 i postanowiłem kontynuować marsz bez zmiany obuwia. Membrana goretexowa nie do końca się sprawdziła. Momentami robiła się zawierucha. Nie znalazłem po drodze żadnego sklepu i byłem zmuszony przejść na drugą stronę rzeki, do Wyszogrodu, aby zrobić zakupy. Rano zauważyłem pierwszy śryż na rzece, a parę kilometrów przed mostem, po prawej stronie rzeki, zaczął się robić zator na Wiśle. Lewa strona jeszcze płynęła. Obchodziłem dziś kolejną rzekę wpływającą do Wisły, Bzurę. Na szczęście most był bardzo blisko. Obozowisko rozbiłem parę kilometrów za Wyszogrodem. Do końca dnia mocno sypał śnieg. Przeszedłem 20 km, razem 698 km, pozostało 349 km.
Dzień trzydziesty ósmy - 08. luty 2017r.
Całą noc sypał śnieg i bardzo mocno wiało. Temperatura -5 stopni C. Namiot rozbiłem przy odnodze rzeki, oddzielonej od głównego koryta długą wyspą. Cała odnoga była zamarznięta i kiedy leżałem w namiocie usłyszałem przeraźliwie głośny trzask. Wyszedłem z namiotu i okazało się, że cały ten lód zapadł się pod wodę. Rano nie chciało mi się wstać i wyjść w tą zawieruchę. Jednak kiedy już to zrobiłem, nie było tak źle. Szedłem wałem, gdyż wszystkie rozlewiska znalazły się pod śniegiem. Niebezpiecznie byłoby chodzić tam, gdzie nie mam świadomości czy stąpam po gruncie, czy idę po lodzie. Wisła w całości jest zamarznięta. Zawierucha trwała z małymi przerwami do 12.00. Na koniec dnia miałem problem ze znalezieniem miejsca na rozbicie namiotu, gdyż na tym odcinku aż do wału przeciwpowodziowego Wisła wylała i później zamarzła. Jutro mam postój płockiej marinie. Przeszedłem 24 km, razem 722 km, pozostało 325 km.
Dzień trzydziesty dziewiąty - 09. luty 2017r.
W nocy temperatura spadła do -9 stopni C. Jednak odczuwalna była dużo niższa gdyż wiał dość silny wiatr. Kiedy zamknąłem namiot, spało mi się bardzo dobrze. Wstałem już o godz. 5.00 rano, gdyż chciałem jak najszybciej dojść do Płocka. W Dobrzykowie czekali na mnie panowie, sympatycy Wisły. Porozmawialiśmy chwilę i poszedłem dalej. Naprzeciw mnie wyszła również Ala z grupy turystycznej Krok-Kus. Do przystani Morka dotarliśmy około godziny 12.00. Tutaj będę mógł się wykąpać i podładować baterie do telefonów i aparatu fotograficznego. Na popołudnie mam zaplanowane dwa spotkania, ale o tym jutro. Przeszedłem 15 km, razem 737 km, pozostało 310 km.
Dzień czterdziesty - 10. luty 2017r.
Wczorajszego wieczoru spotkałem się w Płocku z grupą turystyczną Krok-Kus. Otrzymałem pamiątkową książkę z podpisami wszystkich uczestników spotkania. Od chłopaków z GOPR dostałem dwie nowe karimaty i karton batonów energetycznych. Serdecznie wszystkim dziękuję za mile spędzony czas. W nocy temperatura spadła do -7 stopni C. Wstałem o godzinie 5.00 rano, a o 6.15 wyruszyłem w drogę. Będę szedł lewym brzegiem aż do Bydgoszczy. Po tylu pochmurnych dniach nareszcie wyszło słońce. Moja dzisiejsza wędrówka odbywała się w większości po chodniku albo krawędzi jezdni. Przy samej Wiśle przebiega bowiem droga nr 62. Niestety jest dość ruchliwa. Wychodząc z Płocka, ominąłem jedno z rozlewisk Wisły. Później teren był mało ciekawy. Zmienił się wygląd Wisły. Jeszcze wczoraj lód był spiętrzony, połamany i nastroszony. Dzisiaj gładki i jednostajny jak tafla jeziora. To efekt zbliżania się do tamy we Włocławku. Ona powoduje, że rzeka zwalnia. Jutro w drugiej części dnia powinienem minąć Włocławek. Wszedłem już na teren województwa kujawsko - pomorskiego. Niedługo minę Ciechocinek i Toruń. Przeszedłem 25 km, razem 762 km, pozostało 285 km.
Dzień czterdziesty pierwszy - 11 luty 2017r.
Kiedy się obudziłem około godziny 4.00 i poświeciłem latarką na tropik to wiedziałem, że przymroziło. Wtedy zaczyna osadzać się szron. Termometr wskazywał -12 stopni C. Zjadłem śniadanie, zrobiłem zdjęcie namiotu, który rozbiłem przy jednym z wielu dzikich wysypisk śmieci. Na tym ktoś powywoził do lasu kilkanaście sztuk starych okien. Brak mi słów. Wędrówkę rozpocząłem o godz. 6.00 rano. Kolejny dzień świeciło słońce. Wisła wyglądała tak, jak wczoraj, cała zamarznięta i pokryta gładkim lodem. Jednak taki widok mogłem oglądać tylko do tamy we Włocławku. Zaraz za nią znowu była to płynąca rzeka z zamarzniętymi brzegami. We Włocławku spotkałem znajomego z facebooka, który śledzi moją wędrówkę, a z drugim znajomym spotkałem się na miejskiej przystani. Później wyruszyłem dalej. Wychodząc z tego miasta, nadal idę lewym brzegiem. We wtorek 14 lutego będę przechodził przez Toruń, w środę nocuję w Solcu Kujawskim, a w czwartek 16 lutego dotrę do Bydgoszczy, do Fordonu. Z uwagi na to, iż sporo osób z mojego rodzinnego miasta Nakła nad Notecią pytało mnie o mój pobyt w tym miejscu, to już teraz uprzedzam, że rozbiję namiot tam, gdzie każdy, kto zechce mnie odwiedzić, znajdzie mnie bez problemu. Przeszedłem 25 km, razem 787, pozostało 260 km.
Dzień czterdziesty drugi - 12. luty 2017r.
Noc już nie była tak zimna. Zanotowałem raptem -8 stopni C. O godzinie 7.00 zacząłem marsz. Niestety po wczorajszym pięknym dniu zostały tylko wspomnienia. Dzisiaj znów było ponuro. Momentami spadały z nieba pojedyncze płatki śniegu. Im bardziej posuwam się naprzód, tym śniegu jest coraz mniej. Na Wiśle widać coraz gęstszy śryż i oblodzone brzegi. Minąłem miejscowość Nieszawę, gdzie zauważyli mnie miejscowi strażacy i zapraszali do siebie na coś ciepłego. Odmówiłem, ale i tak dziękuję za zaproszenie. W tych okolicach lewy brzeg jest bardzo wysoki i roztacza się z niego piękny widok na rzekę. Na drugim brzegu widziałem malownicze ruiny zamku w Bobolicach. Jutro przejdę przez Ciechocinek i postaram się maksymalnie zbliżyć do Torunia. Dzisiaj obozowisko rozbiłem przy samej Wiśle, na wysokiej skarpie osłoniętej od wiatru. Na dole rozpalę ognisko. Mam ogromną ochotę na kiełbaski z ogniska. Przeszedłem 22 km, razem 809 km, pozostało 238 km.
Dzień czterdziesty trzeci - 13. luty 2017r.
Wczoraj wieczorem długo siedziałem przy ognisku, słuchając odgłosów pękającego lodu. Śryż, płynąc na rzece również obija się o siebie. Kiedy wstawałem o godz. 5.30, termometr wskazywał -5 stopni C. Zaczął się kolejny pochmurny dzień. Dzisiaj moim zadaniem było jak najbardziej zbliżyć się do Torunia. Mimo wszystkich przeciwności, udało się. Na wysokości Ciechocinka spotkałem się z ludźmi, którzy śledzą mój marsz na facebooku. Trudy wędrówki dają się już we znaki. Będąc w Solcu Kujawskim, ustalę ostateczny harmonogram wyprawy. Między Toruniem a Solcem Kujawskim czeka mnie jeszcze jeden nocleg i spotkanie z bardzo ciekawymi ludźmi, ale o tym już jutro. Przeszedłem 22 km, razem 831 km, pozostało 216 km. Dzisiaj minęły dwa lata od zakończenia wyprawy WARTA 2015. 
Dzień czterdziesty czwarty - 14. luty 2017r.
Dzisiaj Toruń powitał mnie pięknym porankiem. Po nocnym przymrozku (-5 stopni C), wyszło słońce. Czym prędzej wyruszyłem lewym brzegiem przez Toruń. Tu zaskoczyła mnie czystość brzegu rzeki. Zazwyczaj w dużych miastach leżą sterty śmieci. Widać było, że jednak służby dbają o porządek. W pewnym momencie postanowiłem oddalić się od rzeki i iść wzdłuż ogródków działkowych, ponieważ pozamarzane starorzecza mogłyby uniemożliwić mi wędrówkę. Kiedy dochodziłem do działek, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Cały teren był jednym, wielkim wysypiskiem śmieci. Nagrałem film, ale zastanawiam się, czy go udostępnić. To ogromny wstyd mieć w swoim ogrodzie porządek, a za płotem piętrzące się nieczystości. Dzisiejsza wędrówka odbywała się przy Wiśle. Nareszcie udało mi się nagrać płynący śryż z tym niesamowitym dźwiękiem jaki wydaje, zderzając się ze sobą. Doszedłem do obozowiska Grupy Crex, od której dostałem zaproszenie. Przeszedłem 21 km, razem 852, pozostało 195 km.
Dzień czterdziesty piąty - 15. luty 2017r.
Wczorajszy wieczór był niesamowity. Miałem przyjemność poznać założyciela Crex Adventure Group, Marka Maćkowiaka oraz część członków tej grupy. Nocowałem na terenie ich obozowiska, za co serdecznie dziękuję. Być może kiedyś spróbuję przejść Waszą słynną setkę, czyli marsz na 100 km. Wędrówkę rozpocząłem o godz. 6.45. Wędrówka przebiegała dość sprawnie, bo większość trasy pokonałem idąc niemalże samym brzegiem. W Solcu Kujawskim spotkałem się na parę minut z Panią burmistrz tego miasta. Dzisiaj będę mógł skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji, czyli wziąć prysznic i podładować baterie. Mam zaplanowany nocleg na prywatnej posesji u przyjaciół. Jutro dojdę do Fordonu. Noc spędzę nad Wisłą, gdzie każdy będzie mógł mnie odwiedzić. Przeszedłem 15 km, razem 867, pozostało 180 km.
Dzień czterdziesty szósty - 16. luty 2017r.
Temperatura w nocy wynosiła -3 stopnie C. Dziękuję za bardzo gościnne przyjęcie i możliwość rozbicia namiotu na posesji Państwa Kruszyńskich w Solcu Kujawskim. Odwiedziły mnie tam kobiety z KTR Torpedo oraz Marek Maćkowiak z grupy CREX. Dziś wstałem już o godz. 5.00, a wyszedłem o godz. 6.00 rano. Wędrówka nie była zbyt męcząca. Dość szybko doszedłem do Brdyujścia, gdzie podczas marszu zaczęli mi towarzyszyć członkowie Stowarzyszenia Miłośników Starego Fordonu. Dziękuję im za miłe przyjęcie. Rozbiłem namiot przy Wiśle, na ulicy Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Przeszedłem 16 km, razem 883 km, pozostało 164 km.
Dzień czterdziesty siódmy - 17. luty 2017r.
Wczorajszego wieczoru odwiedziło mnie kilkadziesiąt osób. Większości nie znałem, ponieważ byli to obserwujący mnie na facebooku, ale miałem też okazję spotkać się z przyjaciółmi i rodziną. Ludzie przychodzili się ze mną spotkać, a także zostałem przez nich obdarowany ciastem, słodyczami, kosmetykami. Otrzymałem nawet w prezencie skarpety. Wieczorem dwukrotnie podszedł do mnie pod namiot lis. Za drugim razem dałem mu kiełbasę i już więcej się nie pojawił. O godz. 21.00 termometr wskazywał przymrozek. W nocy natomiast zaczął padać deszcz i taka pogoda utrzymała się do 9.00 rano. To pierwsze opady deszczu podczas tej wyprawy. O godzinie 6.00 zacząłem wędrówkę. Dzień był bardzo ponury. Tylko na moment wyszło słońce, ale wówczas nie chciało mi się wyjąć aparatu, bo myślałem, że słońce będzie świecić do końca dnia. Jednak bardzo się pomyliłem. Mam nauczkę, bo zdjęcia znów są ponure. Z Wisły zniknął śryż. Doszedłem do miejscowości Chrystkowo, gdzie będę nocował na terenie Zagrody Mennonickiej. Wieczorem mam kolejne ciekawe spotkanie, ale o nim napiszę jutro. Przeszedłem 25 km, razem 908 km, pozostało 139 km.
Dzień czterdziesty ósmy - 18. luty 2017r.
Wczorajszego wieczoru do Chrystkowa, gdzie miałem rozbity namiot, przybyła przedstawicielka powiatu świeckiego oraz lokalne media. Dziękuję właścicielce Chaty Mennonickiej za możliwość wykąpania się oraz skosztowania regionalnych potraw. Po deszczowej, bezmroźnej nocy, około godz. 7.00 rano ruszyłem w dalszą wędrówkę. Dzisiaj słońce nie wyszło nawet na moment. Ziemia już odmarzła i zrobiło się jedno wielkie błoto. Kiedy doszedłem do mostu na wysokości Chełmna, zmieniłem stronę rzeki na prawą. Niestety nie miałem czasu, by zawitać do tego miasta, choć widziałem jego panoramę z lewego brzegu. Przechodząc na prawy brzeg, ominąłem również Świecie, choć z daleka widziałem jedyną w swoim rodzaju wieżę, która jest częścią ruin zamku krzyżackiego. Prawą stroną będę szedł do Grudziądza. Później zmieniam ponownie brzeg na lewy i pójdę już nim raczej do końca. W poniedziałek powinienem przejść miasto Nowe. Zatrzymam się tam na krótko, by później na wysokości Kwidzyna również spotkać się z osobami, które mnie wspierają. Po Wiśle płyną pojedyncze kry, odrywane z zamarzniętych brzegów. Coraz więcej ptactwa wraca do Polski, co jest oznaką zbliżającej się wiosny. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w piątek powinien nastąpić koniec wyprawy WISŁA 2017. Przeszedłem 19 km, razem 927 km, pozostało 120 km.
Dzień czterdziesty dziewiąty - 19. luty 2017r.
Dzisiejszego dnia, wiedząc, że dochodząc do Grudziądzkiej Mariny zrobię raptem 15 km, wstałem dopiero o godz. 7.00, a marsz zacząłem o 8.00. Za mną bardzo ciepła i co istotne sucha noc. Termometr, kiedy się obudziłem, wskazywał 3 stopnie C. Spałem przy rozpiętym śpiworze. Podczas marszu wiatr wiał mi w plecy, co dodatkowo ułatwiało poruszanie. Na przeciw wyszło mi dwóch facebookowych znajomych, m.in. Marek Mieczkowski, który też lubi samotne wyprawy. Na trasie spotkaliśmy również rowerzystów i grupę Patyczaki, uprawiających nordic walking. Serdecznie dziękuję. Na przystań doszedłem około godz. 13.00. Miałem możliwość wykąpania się i odpoczynku, co jest ważne przed ostatnią setką. Otrzymałem pamiątkową odznakę od miejscowej straży pożarnej "Strażak Wzorowy" za co bardzo dziękuję. Wieczorem natomiast spotykam się z mieszkańcami, ale o tym jutro. Przeszedłem 15 km, razem 942, pozostało 105 km.
Dzień pięćdziesiąty - 20. luty 2017r.
Wczorajszy wieczór spędziłem na Grudziądzkiej Marinie. Po raz kolejny zostałem przyjęty bardzo ciepło. Odwiedziło mnie tam kilkanaście osób. Bardzo wszystkim dziękuję za pamięć i wsparcie. Wstałem już o godz. 4.00 rano. W drogę wyruszyłem godzinę później. Wiał bardzo silny wiatr. Na moje szczęście był to wiatr w plecy. Do południa większość wędrówki odbyłem po wale przeciwpowodziowym, gdyż liczne rozlewiska uniemożliwiają marsz przy rzece. Dochodząc do miejscowości Nowe, położonej na wysokim brzegu, wał się skończył. Tam czekało na mnie Stowarzyszenie Fotonowiacy oraz dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 2. Dzieciom opowiadałem o moich wyprawach i odpowiedziałem na dziesiątki pytań. Później poznałem pasjonatów fotografii. Obejrzałem wystawę ich zdjęć. Mają oko do fotografii. Później poszliśmy na punkt widokowy na wysokim brzegu, skąd widać Wisłę. Dziękuję za bardzo miłe przyjęcie. Obyśmy mieli okazję spotkać się raz jeszcze podczas jakiejś wystawy fotograficznej. Nowe zostawiłem za plecami i w towarzystwie Mariusza Zimnego zszedłem z wysokiego brzegu na dół. Doszliśmy do dużej polany i tam zostałem już sam. Na jej skraju rozbiłem namiot. Jutro czeka mnie przeprawa przez Duże i Małe Wiosło. Podobno to bardzo ciężki odcinek do przebycia. Przestrzegano mnie przed nim już w Grudziądzu, a w Nowym to potwierdzono. Mam nadzieję, że uda mi się przedostać bez większych problemów. Gdy tylko rozłożyłem namiot, zaczęło lać. Jutro powinienem minąć miejscowość Gniew. Cały czas idę lewą stroną. W piątek planowane jest zakończenie wyprawy, dlatego muszę utrzymać wędrówkę powyżej 20 km na dzień. Nie jest to jednak proste z uwagi na liczne spotkania. Przeszedłem 24 km, razem 966 km, pozostało 81 km.
Dzień pięćdziesiąty pierwszy - 21. luty 2017r.
Niemal przez całą noc padał deszcz. Rano zwijałem namiot, który był kompletnie przemoczony. Na szczęście, krótko przed wędrówką, przestało padać. Duże i Małe Siodło przeszedłem dość szybko. Nie trafiłem tam na nic nadzwyczaj trudnego do przejścia. Wystarczyło mieć kalosze. Jest to jednak bardzo piękny odcinek Wisły. Kilkudziesięciometrowa skarpa porośnięta drzewami wznosi się nad Wisłą. Od brzegu oddzielają ją małe stawy. Momentami popadywał deszcz i wiał silny wiatr, powodujący że po deszczu szybciej wysychałem. W Kwidzynie wstąpiłem na wystawę fotografii zorganizowaną z okazji Roku Rzeki Wisły. Dziękuję Agnieszce Nelkowskiej za zaproszenie. Przed Gniewem co chwilę zza chmur wychodziło słońce, ale i deszcz nie odpuszczał. Kiedy minąłem tą miejscowość i skończył się wysoki brzeg, poczułem jak silny jest wiatr. Momentami ciężko mi było utrzymać się na nogach. Musiałem chować się za wałem przeciwpowodziowym. Jutro przede mną kolejny ciężki dzień. Tym razem wyzwaniem jest Tczew. Muszę przejść to miasto, zatrzymując się w Muzeum Rzeki Wisły. Zamierzam wstać o godz. 3:00 w nocy i ruszyć w drogę, gdyż w ciągu dnia ma padać deszcz. Przeszedłem 24 km, razem 990 km, pozostało 57 km.
Dzień pięćdziesiąt drugi - 22. luty 2017r.
Na początek ważna informacja. Wyprawę zakończę w piątek 24.02.2017 roku o godz. 10.00 na prawym brzegu rzeki (miejscowość Mikoszewo). Dzisiejszą wędrówkę zacząłem godzinę później niż zaplanowałem. Wyruszyłem o godz. 4.00. Razem z pojawieniem się pierwszych promyków słońca, zaczął padać deszcz. Chwilę później już lało. Byłem cały przemoknięty. Dochodząc do Tczewa, spotkałem Adama Murawskiego, który wręczył mi odznakę turystyczną wydaną z okazji Roku Rzeki Wisły. Razem poszliśmy do Muzeum Wisły, gdzie zwiedziłem ekspozycję stałą. Niestety nie wpuszczono mnie na wystawę czasową, gdyż zostanie ona otwarta dopiero w piątek. Podładowałem tam telefony i poszedłem dalej. Kiedy wychodziłem z muzeum przestał padać deszcz. Dzięki temu, że wiał silny wiatr, to do końca wędrówki udało mi się częściowo przeschnąć. Na koniec dnia ponownie wyszło słońce. Przeszedłem 27 km, razem 1017 km, pozostało 30 km. 
Dzień pięćdziesiąty trzeci - 23. luty 2017r.
W nocy bardzo mocno wiało i padał deszcz. Rano składałem namiot całkowicie przemoczony. W ciągu dnia wiatr był równie mocny, ale już nie padało. Namiot wysuszyłem podczas wędrówki, owijając się nim jak płaszczem. Spotkała mnie dzisiaj niebywała przyjemność. To chyba prezent od natury na zakończenie wyprawy. Pierwszy raz widziałem na wolności łosia, a właściwie nawet kilka sztuk. Oczywiście dość szybko uciekły. Zrobiłem im jedynie zdjęcie dokumentalne. Są na nim jak małe kropki, ale ja wiem, że to one. Ostatnim mostem na Wiśle przeszedłem na prawy brzeg. Prowadzone są tam prace budowlane pod trasę S-7. To jest jedyne miejsce, gdzie spotkałem na tej rzece jednostki pływające. Wspomagają budowę. Najlepsze w każdej wyprawie jest to, że musi się ona skończyć w odpowiednim momencie. I ta się tak skończy. Zaczęła mi już ciążyć, a nie przynosić radość. Wielu ludzi chciało się ze mną spotkać. Spotkania się przeciągały, a ja musiałem momentami biec, żeby to nadrobić. Fotografia została odstawiona na boczny tor. Dopiero wieczorem, kiedy odpocząłem, cieszyłem się, że poznałem tyle wspaniałych osób. Mimo, że odbyło się to kosztem kontaktu z przyrodą. Ostatnia noc będzie taka, jaką sobie wymarzyłem na początku mojej wędrówki wzdłuż królowej polskich rzek. O tym opowiem jutro. Pozostało mi tak mało kilometrów do końca, że szkoda pisać. Dzisiaj będzie już bez podawania cyfr.
Dzień pięćdziesiąty czwarty - ostatni - 24. luty 2017r.
Wczoraj celowo nie podałem kilometrów ile przebyłem. Po prostu dotarłem do końca, choć było już ciemno. Przeszedłem 30 km. Na ostatnich metrach towarzyszyła mi tylko rzeka. Namiot rozbiłem na wysokości miejsca, w którym Wisła wpada do Bałtyku. Chciałem, aby tak było od pierwszego dnia wyprawy. Rano odbyłem spotkanie z Marcinem Szuta ze Stowarzyszenia Przystań Mikoszewo Ujście Wisły. To on jest tym, który jako ostatni podał mi rękę i załatwił transport do domu. Piszę tą relację, wracając do domu, do najbliższych. Dziennikarzy trochę oszukałem, mówiąc im, że dzisiaj zrobiłem parę kilometrów, ale ja naprawdę szedłem tyle tylko, że mi się to śniło. W nocy raz się przebudziłem i wyszedłem usłyszeć Wisłę. Podążam za nią przez 53 dni, ona kończy to i ja kończę. Przed wyprawą rozmawiałem z moim wujem Karolem, który stwierdził, że przez te trzy poprzednie wyprawy nie miałem konkretnej zimy, ale w końcu taka przyjdzie i wtedy odechce mi się wędrówek... Ale mi się nie odechce...

PODZIĘKOWANIA

Dziękuję żonie, za wyrozumiałość i miłość jaką mnie darzy. Ona wie, że nie chodząc na wyprawy, nie byłbym sobą. Córce Zuzi za to, że nie miała swojego tatusia przez tyle dni. Na dodatek nie byłem na jej urodzinach. Dziękuję też mamie, która bezgranicznie kocha swojego jedynego syna, całej rodzinie, przyjaciołom za odwiedziny podczas wyprawy i wspieranie mnie na facebooku.

Dziękuję dyrektorowi Bydgoskiego Oddziału Trakcja, w której pracuję, za wsparcie finansowe. Gdyby nie On, to wchodziłbym do waszych domów i patrzył co macie w garnkach.

Dziękuję prezesowi Fundacji Rok Rzeki Wisły Robertowi Jankowskiemu i Ewie Jachowskiej za wsparcie logistyczne na całej trasie. To dzięki nim mogłem się po drodze wykąpać i podładować telefony.
INTERNAUTOM, a także Januszowi Jabłońskiemu, który pomagał mi od strony technicznej, Arkowi Strzałkowskiemu za załatwienie paru ważnych rzeczy z wojska w tym rewelacyjnego plecaka. Beacie i Tomkowi Stan między innymi za dowiezienie mnie na miejsce startu. Z mety odwiózł mnie do domu Marcin Szuta i jemu też serdecznie dziękuję. 
Dziękuję wszystkim tym, którzy czynnie pomagali na trasie, nie sposób was wszystkich wymienić, będę dzwonił i dziękował osobiście.

WYPRAWĘ WISŁA 2017 DEDYKUJĘ MOJEJ CÓRCE ZUZI

Maciej Boinski 

Kopiowanie, przetwarzanie, powielanie w całości lub w części treści opisu, zdjęć oraz wszelkich  elementów graficznych a także przechowywanie w systemach wyszukiwania, umieszczanie na innych stronach www, przekazywanie, przesyłanie czy udostępnianie innym osobom wyżej wymienionych elementów bez zgody właściciela i autora jest zabronione. Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. (Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.).

Bez zgody - tylko do użytku prywatnego.